Słowem wstępu do wywiadu jaki zrobiłem to chciałbym przedstawić Łukasza Matusika, który prowadzi bloga o nazwie Piwolucja. Jest jedynym autorem i twórcą tego miejsca w internecie. Na samym początku z dystansem podchodziłem do Łukasza i do jego bloga, powodem było to, że nie poznałem go. Dopiero z czasem rozpoczęło się moje zainteresowanie jego osobą oraz jego blogiem. Okazał się już wtedy ciepłym i miłym facetem, do tego w skrócie oraz pozytywnie mogę stwierdzić, że jest z niego inteligentna bestia.

Logo bloga Piwolucja.

Logo bloga Piwolucja.
Źródło: www.piwolucja.pl

Zrobiłem z nim wywiad z prostego powodu, chciałem poznać bliżej oraz do tego przedstawić jego poglądy. Oczywiście zadałem jeszcze kilka pytań związanych z jego blogiem, aby móc też poznać go od tej strony.

Bartosz Rozwadowski: W zakładce O mnie napisałeś, że chcesz edukować ludzi, aby podejmowali jasny oraz odpowiedni wybór piwa. W jaki sposób chcesz przekazywać tą wiedzę? Jak była inna wizja na samym początku to jaka ona była?

Łukasz Matusik, autor bloga Piwolucja: Poprzez bloga. Ostatnio zebrałem w menu po lewej stronie wszelkie edukacyjne tematy, dotychczas przeze mnie rozwinięte. Co jakiś czas dokładam cegiełkę z wiedzą na Facebooku, w ramach Piwnej Edukacji (specjalny album ze zdjęciem z tekstem). Edukuję przyjaciół i rodzinę, zawsze zaznaczając przy tym, aby edukowali dalej. Jeśli robię komuś prezent na urodziny czy imieniny, zawsze przemycam chociaż jedną butelkę dobrego piwa. Ponadto jestem otwarty na wszelkiego rodzaju wykłady. Lada chwila chcę wystartować z ofertą paneli degustacyjnych dla amatorów.

BR: Czytając tekst Piwne wspomnienia dały mi do zrozumienia, że warto przysiąść na spokojnie i relaksować się przy trunku, który opisujesz na swoim blogu. Ciekawi mnie jedna sprawa. Czy często jesteś taki sentymentalny i często tak się uspokajasz? Pytam się, bo ostatnio rozpocząłeś treningi związane z zrzuceniem kilku kilogramów.

ŁM: To zależy od nastroju, ale ostatnio coraz bardziej doceniam spokój. Jestem osobą bardzo sentymentalną, zarzuciłem w życiu wiele kotwic. Teraz dane zapachy czy smaki kojarzą mi się z różnymi wydarzeniami. Coraz częściej się wyłączam i obserwuję. Dla przykładu biorę psa na spacer i przechadzam się w miejsca dzielnicy, w których bawiłem się jako dziecko. Lubię naturę, co roku jeżdżę na domek na Kaszuby (tak od 15 lat jeździ -przyp. red.). Uwielbiam lasy, jeziora, piękne widoki i opuszczone miejsca. Jestem strasznym powsinogą, mam to po moim ojcu. Niektórzy się wkurzają, że najchętniej całe weekendy bym przełaził po lasach. Nic na to nie poradzę, łączy się to także z moim hobby, jakim jest Geocaching (a dokładniej Opencaching).

BR: Przeglądając kilka Twoich wpisów na blogu można zauważyć, że lubisz co pewien czas lubisz przypominać, omawiać od nowa coś co wcześniej pisałeś albo próbowałeś. Czy w życiu poza blogiem podobnie podchodzisz jak na blogu? Czyli czy lubisz wracać myślami w przeszłość i wspominać?

ŁM: Tak jak mówiłem, jestem bardzo sentymentalny. Lubię wspominać, ale to nie jest tak, że odcinam się od teraźniejszości czy przyszłości, którą dość skrupulatnie planuję. Mam takie dni, kiedy na przykład wspominam sobie momenty z podstawówki. Robi mi się wtedy ciepło na sercu, poprawia mi się humor. To chyba dlatego, że jestem łagodnym człowiekiem, aczkolwiek potrafię być porywczy i zdarza mi się złapać niezłe wkurzenie.

Łukasz Matusik z książką i piwem.

Łukasz Matusik z książką i piwem.
Źródło: http://www.piwolucja.pl/felietony/piwne-wspomnienia/#

BR: Czy pisząc tekst Piwny Savoir Vivre byłeś przygotowany na komentarze barmanów albo eks-barmanów? W niektórych komentarzach można przeczytać zarzut, że nigdy nie byłeś barmanem i nie masz wiedzy w tym temacie. Jestem ciekaw czy jakiekolwiek masz doświadczenie związane ze staniem za barem albo też z podawaniem jedzenia.

ŁM: Doświadczenie mam nikłe, stałem za barem w wakacje w 2009 roku. Jednocześnie grałem jako DJ na imprezach, więc to nie było do końca takie barmaństwo, bo więcej stałem za konsolą. Nie trzeba mieć doświadczenia, aby zrozumieć niektóre zachowania. Jestem obserwatorem i wydaje mi się, że każdy dobry bloger wnikliwie obserwuje otoczenie. Bez przesady, nie lustruję wszystkich osób, ale często podłapuję temat, długo go mielę, a potem rodzi się z tego tekst. Byłem przygotowany na takie komentarze i w sumie cieszę się, że się pojawiły. Gdyby wszyscy myśleli tak samo, byłoby nudno. Jeśli ktoś się ze mną nie zgadza, nie mam z tym problemu. Tylko niech wyraża się w normalny sposób, zamiast pluć jadem.

BR: Tworząc tekst Nienawiść do piwnych blogerów miałeś jakąkolwiek styczność z browarami bądź producentami piwa? Jak nie miałeś styczności (nie licząc jakiś targów, itp.) to z jakiego powodu tak długo czekałeś na napisanie takiego tekstu?

ŁM: Pracuję w agencji PR i mam porównanie branż. Browary pod względem współpracy z blogerami są zacofane jak plemiona w Ugandzie. Nie wszystkie (to dobrze – przy. red.). Co więcej: w tym roku się to zmieni. Już zaczyna się zmieniać. Niestety ludzie stojący za browarami mają słabe pojęcie o marce osobistej i PR. Kończy się to tak, jak ze Spiriferem. Znani browarnicy nie rozumieją, że są twarzą browaru. Kiedy ktoś mnie obraża, a jest właścicielem browaru, to wizerunek browaru na tym traci. Ja sam wtedy piw z tego browaru nie kupuję i nie pokazuję. Daję bana.

BR: Dla osób niewtajemniczonych w tą sytuację możesz wyjaśnić co się stało z Spiriferem?

ŁM: Piwowar czy też założyciel Browaru Spirifer odpalił się chamsko do jednego z piwnych blogerów. Wiadomość była bardzo niegrzeczna, zaś bloger po prostu umieścił ją na fanpage, wraz z imieniem i nazwiskiem delikwenta. Rozgorzała dyskusja, którą ja podsumowałem we wpisie Nienawiść do piwnych blogerów.

Tekst od producenta piwa

Taką wiadomość otrzymał Kuba z The Beervault. Piękna laurka.
Źródło: http://www.piwolucja.pl/felietony/nienawisc-do-piwnych-blogerow/

BR: Zastanawiałem się czym kierowałeś się tworząc tekst 7 najgorszych prezentów piwnych, który dla mnie tak naprawdę ukazuję, że spędziłeś przynajmniej kilka minut ściągając zdjęcia. Powiedz mi co tak naprawdę podkusiło Cie do napisania tego tekstu?

ŁM: Chciałem napisać przyjemny, lekki tekst na Święta. Wszyscy robią recenzje piw świątecznych, a ja nie jestem wszyscy. Staram się dać Czytelnikom rozrywkę, mnie samemu tworzenie takich wpisów daje masę frajdy. Nie trzeba być zawsze poważnym. Blog odzwierciedla nieco moje podejście do życia. Bądźmy poważni, ale nawet jak opowiadamy o trudnych rzeczach, to róbmy to tak, aby wszyscy zrozumieli i dobrze się bawili. Dużo inspiracji dają mi także inni blogerzy, najczęściej niepiwni. Uczę się od lepszych.

BR: A którzy blogerzy Ciebie inspirują_

ŁM: Andrzej Tucholski, Tomek Tomczyk, Paweł Opydo, Jan Favre, Matylda Kozakiewicz, Bartek Cicharski, Ola Mokwa, Bartek Nowak, Kuba Niemiec, Tomek Kopyra – to Ci ważniejsi. Pośrednio wpływa na mnie jeszcze kilkunastu blogerów, do których zaglądam okazjonalnie, na przykład Marcin Michno, Arlena Witt czy Mateusz Ochman.

BR: Przechodząc z konkretnych tekstów do bardziej ogólnikowych zagadnień z Twoim blogiem zadam pytanie z innego zestawu. Co pewien czas wspominasz czy to w osobnym tekście albo też w kontekście do jakieś sytuacji, że nie kupujesz nowości od producentów? Co tak naprawdę do tego się przyczyniło? Trafiłeś na siki od jakieś firmy czy może jest to taki humor, przesąd albo coś innego?

ŁM: Szanuję swoje pieniądze. Kupuję nowości, ale ostrożnie. Nie rzucam się na wszystko, co nowe. Wiele razy się przejechałem. Są browary, od których piwo kupię dopiero wtedy, kiedy ktoś wyraźnie mi powie, że warto. Tak było na ostatniej imprezie z nowym piwem z Browaru Amber. Staram się podchodzić do piwa z głową, bo zamiast wtopić dychę, mogę dorzucić piątaka i kupić nawet jakiegoś świetnego belga, który jest sprawdzony albo wychwalany.

BR: Przyznaje się, że nie czytałem wszystkich wpisów oraz nie przejrzałem całego Twojego bloga, bo trochę tekstów wyszło z pod Twoich (może i nie tylko) palcy. Z jakiego powodu jest tak mało tekstów związanych z przeróżnymi definicjami albo też ciekawostkami piwnymi? Myślałem, że na takich blogach jak Twój można nie tylko przeczytać informacje związane z danymi piwami albo browarami, ale też zdobyć wiedzę na temat przeróżnych informacji dodatkowych ze świadka piwnego.

ŁM: Zależy o jakie ciekawostki chodzi. Postaram się w tym roku komentować scenę piwną, o ile będę miał do tego odpowiednie kompetencje. Nie jestem piwowarem, więc nie komentuję działał związanych stricte z zagadnieniami piwowarstwa na przykład. Z drugiej strony mam w sobie nutkę socjologa i często nie idę z tłumem. Będą się pojawiać teksty nieco Kominkowe. Czy teraz już raczej JasonHuntowe.

BR: A co to oznacza? Czego można się spodziewać? Będą to całkowicie nowe teksty?

ŁM: Takie teksty się już pojawiają. To te przewrotne tytuły, typu „Dlaczego Ursa Maior Cię tak boli?”. Chodzi mi o to, że często jedno wydarzenie pociąga cały tłum, który zamiast pomyśleć i postawić się z drugiej strony, ślepo wykrzykuje hasła za autorem. Ja tak nie jestem, dlatego częściej będą pojawiały się takie teksty.

BR: Ostatnio można zauważyć, że powoli rozpoczynać propagować zdrowy tryb życia. Co do tego się przyczyniło, że to rozpocząłeś o tym się tak rozpisywać?

ŁM: To moje życie. Od 4 lat ćwiczę na siłowni, ale dopiero od półtorej roku z głową. Dieta i inne aspekty, często związane z techniką ćwiczeń i odpowiednim podejściem. Picie piwa idzie w parze z dobrym wyglądem, nienaganną sylwetką i tak dalej. Niektórzy myślą, że jeśli piję piwo, to pewnie mam wielki brzuch i jem schabowe. Nie jest to prawdą. Brzuszek mam, po raz drugi w ciągu 2 lat go gubię. Taka jest specyfika siłowni – trudno zrobić masę, bez zalania. Kiedy bierzesz sport na serio, automatycznie zaczynasz tym żyć. Wszystko wokoło zaczyna być dyktowane właśnie sportem. Tak jest z siłownią. Automatycznie uważasz na to, co jadasz. Interesujesz się biologią, tym, jakie przemiany w ciele zachodzą, jak dane składniki na człowieka wpływają i tak dalej. Fajna sprawa. Zdecydowanie co jakiś czas będę pisał o zdrowiu. Myślę, że jeszcze przed końcem zimy powstanie tekst o tym, jak się za siebie zabrać.

Definicje

Pojawiły się dwie definicje w przeprowadzanym wywiadzie. Z tego też powodu umieszczam ich wyjaśnienia zaciągnięte z Wikipedii.

Geocaching jest to gra terenowa użytkowników odbiorników GPS, polegająca na poszukiwaniu tzw. skrytek uprzednio ukrytych przez innych uczestników zabawy. Ukrywane przeważnie w interesujących miejscach skrytki zawierają dziennik odwiedzin, do którego wpisują się kolejni znalazcy, a także drobne upominki na wymianę. Lokalizacja miejsca ukrycia skrytki przekazywana jest przez jej założyciela innym uczestnikom gry poprzez wprowadzenie współrzędnych geograficznych w jednej ze specjalnych internetowych baz danych, tzw. serwisów geocachingowych.

Natomiast opencaching to ma to samo znaczenie jak geocaching i można bardzo podobnie rozumieć.

Written by Bartek Rozwadowski

Mąż oraz ojciec opisujący na blogu www.rozbria.pl przeróżne informacje związane z historią.